środa, 3 czerwca 2015

"Przygotuj się!", czyli... Co warto ogarnąć przed wyjazdem do Anglii? Postanowienia maja.

W tym tygodniu dwa posty, bo Boże Ciało i w Polsce wolne, a więc mój target, czyli polscy ludzie, może mnie czytać, hehe. W każdym razie, witam z powrotem, po halftermie, podczas mojego ostatniego w tym roku szkolnym pobytu w Anglii. Kilka egzaminów przede mną, a potem zaczynamy zabawę z kursami roku następnego, tj. 13, więc na nudę nie będzie można narzekać.
Obecnie mamy tzw. "study leave", czyli nie chodzimy do szkoły, nie ma lekcji i trzeba się stawiać tylko na egzaminy. No, chyba, że mieszkasz  w internacie. Wtedy nie ma tak fajnie, bo trzeba i tak chodzić w mundurku, do 11:00 nie można siedzieć w pokoju, bo jest sprzątany, a i nie ma się gdzie podziać, bo wszędzie albo lekcje mają młodsi, albo przesiadują egzaminatorzy. I tak, stwierdzam, że nie mogę się doczekać normalnych lekcji, bo i takiego stresu brak, i czasu dla siebie więcej, i nie czuję się jak wyrzutek, który musi kombinować, gdzie przesiedzieć te parę godzin, jeżeli nie ma danego dnia egzaminu, a do pokoju wejść nie może.

Młodzi Stypendyści powoli szykują się zapewne do wyjazdu, więc zwracam się do nich, ale i do innych osób, którym może się do przydać. Szykując się do Anglii (nie wiem na ile te informacje są uniwersalne), pamiętaj o tym: 


sobota, 16 maja 2015

Podsumowanie kwietnia + trochę o egzaminach i pisaniu ich na laptopie.

Jak pewnie niektórzy z Was zauważyli (może nawet bardziej bezpośrednio, niż inni :D), pojechałam na weekend do Polski, więc na blogu cisza. Rodzinne uroczystości, te sprawy. Zalety bycia w Anglii, a nie w Azji, Australii czy jeszcze innym końcu świata? Chociażby czasowo mogę sobie pozwolić na to, żeby w czwartek rano być na sesji powtórkowej z biznesu, wieczorem już jechać z lotniska do domu, przez weekend pójść wszędzie, gdzie trzeba, a w poniedziałek siedzieć w szkole i uczyć się na środowy egzamin. Tak, dobrze słyszeliście: egzaminy w trakcie! 


O egzaminach słów parę... 


Za mną obecnie środowa pierwsza część matematyki z rana, pierwsza część historii - po południu. A wczoraj, literatura.
Atmosfera, jak podczas mocków.
Rano sprawdza się na takiej wielkiej kartce, w którym rzędzie i ławce ma się swoje miejsce na danym egzaminie. Trzeba być  co najmniej 10 minutwcześniej, więc ja jestem zazwyczaj nawet 15. To się w sumie sprawdza; zaraz wytłumaczę dlaczego. Wyczytują, wchodzimy rzędami tak, jak mamy siedzieć. Ja siedzę w ostatnich ławkach, bo jako osoba, której pierwszym językiem nie jest angielski, mam wydłużony czas każdego egzaminu (oprócz polskiego) o 25%, a część egzaminów piszę na komputerze, bo Anglicy inaczej uczą się pisać, niż my i bardzo często nie są w stanie nas rozczytać. Zresztą, to działa w obie strony. Na historii na tablicy pojawiały się czasem takie hieroglify, że aż się zastanawiałam, czy na pewno używamy tego samego alfabetu. No, w każdym razie... 
Jak w Polsce: każdy we własnej, odseparowanej ławce. Komisja wyjaśnia co i jak. Otwieramy arkusze i piszemy.
Na sali nie wolno się odzywać. Prośbę o dokładkę papieru czy zapytanie o pozwolenie na wyjście do toalety sygnalizuje się podniesioną ręką. 


poniedziałek, 4 maja 2015

Porozmawiajmy o "emigracji"... Wywiad z Hanią Es. Co nieco o Komunii w Anglii, funkcji Kapitana i odbieraniu dyplomów.

Dzisiaj wolne, bo z jakiegoś powodu Wielka Brytania tak wymyśliła. Ale nie narzekam. Dni do egzaminów można policzyć na palcach dwóch rąk, i choć to nadal więcej, niż kilka, mimo wszystko jest to demotywująco blisko. Ale, żeby nie truć o tym, na co się wpływu i tak nie ma, napomknę jedynie o ostatnich dniach. 

Piątek - zaczynamy rządy Kapitana!

Po pierwsze, dzień bez mundurka. 
Po drugie, zabraliśmy się za planowanie Dnia Sportu, który dla roku 11 - 13 odbędzie się we wtorek. Ja mam reprezentować swoich na 1500 metrów, więc trzymajcie kciuki. :) Poza tym, otrzymałam bardzo fajną przypinkę do mundurka z napisem "House Captain" i z racji, że poprzedniej Kapitan podziękowano za współpracę, jeden kolega i ja już oficjalnie zaczęliśmy swe rządy. 
Po trzecie, odebrałam też dyplom za zdanie teorii muzyki, więc można już definitywnie zostawić za sobą nużące transpozycje czy inne kompozycje. Zabawnym elementem tej historii jest to, że jak mnie wyczytali na apelu po odbiór certyfikatu, siedziałam akurat w środku auli, otoczona ludźmi ze wszystkich stron i tak, musiałam się dwukrotnie przepychać. W całym tym zamieszaniu zgubiłam buta i w końcu wszyscy, nawet dyrektor, nauczyciele i ja, zaczęli się śmiać.