sobota, 20 czerwca 2015

Szkolne opowieści... O testach w stylu: "na jaki kierunek studiów pasujesz". Postanowienia czerwcowe.

I tak, ostatni w tym roku szkolnym tydzień, który spędzę w Anglii w 100%, powoli dobiega końca. Był on pełen załatwiania różnych spraw. 
Z jednej strony kursy A2, czyli pisanie courseworka, sporo zadanek i książek do ogarnięcia. 
Z drugiej - organizacja występu mojego domu w House Music (konkursie muzycznym, w którym domy rywalizują między sobą), a więc wieszanie plakatów, prowadzenie przesłuchań dla solistów, nadzorowanie prób zespołu i szykowanie hymnu domu. 
Z trzeciej (?) - przygotowanie Dnia Sportu dla dzieciaków, to znaczy, zapisywanie ich do różnych konkurencji i piątkowe ganianie za nimi po całym terenie szkoły, aby każdy był tam, gdzie być powinien. 
Dorzućmy do tego też fakt, że raptem w poniedziałek udało mi się znaleźć nową akompaniatorkę, po tym, jak dwoje poprzednich zaginęło w akcji, a jeszcze poza tym musiałyśmy się spotkać, dopracować utwory i urządzić następne próby. Ach, i jeszcze na horyzoncie pojawił się UCAS (Universities and Colleges Admissions Service), tj. po prostu, system aplikacji na studia w tym kraju. Tak, żeby było mało. 
I tak, chociażby piątek zleciał mi na kursowaniu między boiskiem, aby ogarnąć juniorów, salą komputerową, gdzie pisaliśmy Personal Statement (taki esej o samym sobie, który należy dorzucić do UCAS, żeby pokazać uczelni, jakim bardzo jest się [nie]odpowiednim kandydatem na nią) a próbami z akompaniatorką, bo egzamin ze śpiewania już w przyszły czwartek. No cóż, nudy nie ma. 

niedziela, 14 czerwca 2015

Szkolne opowieści... O tym, co przerabiamy za rok, a tak naprawdę teraz + co warto zabrać ze sobą, wyjeżdżając z domu na dłużej.

Z deszczu pod rynnę. Tak można określić fakt, że z zakończonego przed tygodniem czasu egzaminów, wylądowałam na kursach roku 13-stego, które wcale nie są tak miłe i przyjazne, jak mi się wydawało.
Program, który powinniśmy realizować od września, a który zaczęliśmy teraz, żeby zyskać więcej czasu na powtórki przed przyszłorocznymi egzaminami, jest bardziej wymagający, niż zeszłoroczny. I tak, przerabiamy na tzw. poziomie A2: 

stara dobra delta! szkoda tylko, że tak naprawdę
tu takich rzeczy nie liczymy... ale 1 kl LO <3 
Matematyka:
Mechanika 1, czyli takie różne obliczenia z kinematyki, dynamiki i statyki. 
Dwa wzory pojawiły się w moim życiu za czasów nauki rozszerzonej fizyki w liceum,  ale na tym chyba moje doświadczenie w temacie się kończy. 

Core 3, Core 4 - dużo jeszcze trudniejszych całek, różniczek, wektorów, trygonometrii i innych dziwnych rzeczy, których nawet nie potrafię jeszcze nazwać. 

sobota, 6 czerwca 2015

Podsumowanie maja + o egzaminach po fakcie i o wyborze przedmiotów.

I tak, moi mili, egzaminy właśnie dobiegły końca! Muszę przyznać też, że już jak powtarzałam do statystyki, chciałam, żeby tak właśnie było. Przez ostatni miesiąc nie  było dnia, żebym nie uczyła się czegoś szkolnego i mój mózg miał zwyczajnie dosyć, a w czwartek i piątek to było jakieś apogeum. Nawet teraz jeszcze jak patrzę na te książki, to mam ochotę uciekać. I tu pewnie maturzyści czy studenci wiedzą, o czym mówię. To nie są jakieś testy gimnazjalne, że z czegoś w ogóle się nie uczysz, z innych wystarczą Ci repetytoria, testy czy nawet powtórki na ostatnią chwilę (w wersji dla odważnych). Do tych egzaminów też musiałam przebić się przez arkusze z dawnych lat, ale to by naprawdę nie wystarczyło do wszystkich przedmiotów. Przedstawię Wam to tak: 

Najtrudniej było się przygotować na... 
Egzaminy z z historii. To esejowy przedmiot, więc trzeba używać mnóstwa przykładów. A przykłady powinny być interesujące, żeby pokazać wiedzę i zapewnić dobrą ocenę. Najlepiej jeszcze, żeby zawierały liczby. I tak, idąc tym tropem, wyuczyłam się na pamięć dochodów Księstwa Warszawskiego, a także obowiązujących tam podatków i powołanych żołnierzy. I to samo, co do włoskich państewek, a co. 

Najbardziej męczące było... 
Podchodzenie do dwóch egzaminów jednego dnia. Zwłaszcza, jak trafią się właśnie te, które są dla Ciebie najważniejsze/najbardziej stresujące/najtrudniejsze... I tak, po mniej lub bardziej udanym starciu z jednym, masz poczucie, że przed Tobą następna walka. Miodzio. 

Podczas egzaminu najgorsze akcje to... 
Stepujący sąsiad, który rzuca się po krześle! Był taki na biznesie i nie polecam; nadal nie wiem, czy ten koleś jest w pełni zdrowy na umyśle, ale swoimi gwałtownymi ruchami, które widziałam kątem oka oraz uderzaniem w klawiaturę jak w maszynę do pisania, skutecznie utrudniał mi koncentrację. 
Ale spokojnie, na drugim biznesie już go w ławce obok nie było. Załatwiłam go... Znaczy, to. Tę kwestię.