Moi zaczęli ferie, a ja spędzam czas z Napoleonem. Życie nie jest sprawiedliwe.
Po tygodniu spędzonym na esejach, walce z angielską poezją (chyba poświęcę jej cały, oddzielny post, coś przedziwnego) i oczekiwaniu na paczkę z Polski, są postępy! Poezja i eseje nadal straszne, ale za to przyszła paczka. ^^
Tak więc, okna już ocieplone, szafka z jedzeniem znowu pełna, a ja mam czym pisać i w czym chodzić. Pozytywnie. :)
A dziś przedstawiam pierwszy wywiad. Rozmowa z Zosią Mikońską, która od poniedziałku do piątku mieszka w internacie gdyńskiego liceum. Zapraszam. :D
Dlaczego zdecydowałaś
się na życie w internacie i wyjazd z rodzinnej miejscowości?
Była to właściwie jedyna opcja,
jaka wchodziła w grę przy wyjeździe do oddalonej od domu szkoły. Rodzice
stwierdzili, że jest to bezpieczniejsze i bardziej praktyczne od stancji, a mi
bardzo zależało na nauce we właśnie tej szkole, dlatego też postanowiłam
"zaryzykować", chociaż przyznaję, że to właśnie kwestia internatu
martwiła mnie najbardziej w związku z wyjazdem.


